07.07.2013

Nie rozumiem pewnych zachowań o lasek.

To wszechobecne marudzenie na facetów. A to, że świnia, a to, że pindrzy się za długo przed lustrem, a to zdradza. Same nie wiedzą czego chcą, ale szczekają najgłośniej, podczas gdy część winy jest po ich stronie, głupie pindy.
Przecież wiadomo, że jeśli chce się mieć faceta, to nie można oczekiwać od niego, że nie beknie, nie pierdnie albo nie zrobi syfu w kuchni czy nie zaleje łazienki. A autentycznie słyszę i czytam takie komentarze. Całkowicie jakby dupy, które to piszą nigdy tego nie robił. Pierdzą i bekają perfumkami, nie robią syfu i nigdy po nich nie widać obecności w danym pomieszczeniu. Ale to chuj z nimi.
Każdy średnio ogarnięty facet powinien taką idiotkę rzucić w pizdu. Chyba, że zajebiście ssie. Albo ją kocha. Choć w sumie ja nie o tym.

Skąd część zdrad? A no z braku seksu. Czasem w ogóle, czasem takiego jak się pragnie a czasem coś jeszcze. Związek się obraca wokół tego czy komuś się to podoba czy nie.
Jeszcze kiedyś słyszało się, że to dopełnienie. Obecnie jeszcze gdzieś tam jest takie info, choć przyćmiewa je dążenie kobiet do orgazmów. Osobiście nic do tego nie mam a nawet jestem jak najbardziej za, ale tylko mały problem - czemu to ma być kosztem facetów?

Ładnie, jak wyjęte z jakiejś gazetki. A przecież nie o to chodzi. Więc normalnie - nie rozumiem, czemu dupy, które mają orgazmy na zawołanie, nie chcą się odwdzięczyć. Jasne, zrobią co trzeba by facet doszedł, ale czemu tak samo.
W dobie internetu, z mnóstwem filmów od porno po dokładne instruktażowe - nic. Żadnych zmian. Ciągle tak samo. Tyle czyta się o wyzwoleniu, o eksperymentowaniu i w ogóle jak to kobiety poszły do przodu. Tylko kurwa, gdzie one są?
Nie można zatańczyć, rozebrać się kręcąc dupą? Przyjść i od progu rzucić się na faceta? Ot tak nagle obciągnąć? Wysłać zdjęcie, wulgarnego smsa? Możliwości są tysiące, wykorzystywana jest jedna na rok. To smutne. Tylko nie wiem to, że tego nie ma czy, że ja na takie nie trafiam.
Chciałbym mieć to wszystko. Nie czuję potrzeby stukania kolejnej laski; nie ma we mnie licznika, który odlicza zaliczone foki. Chciałbym tylko mieć w domu seks z fantazją. Ale wychodzi na to, że to aż.

Nie ma znaczenia również czy się o tym mówi czy nie. Jeśli nie, same się nie domyślają. Jeśli się mówi to zamiast zrozumienia jest smutek. Albo, że tego nie ma albo bo żąda się za dużo. Nic to, że wszystko jest kwestią dogadania, spróbowania, nic na siłę. Nie, bo nie i już.
Mówi się, że to faceci są mocni w gębie a życie pokazuje, że jest zupełnie odwrotnie. To dupy gadają co to one nie zrobią. Albo jak bardzo coś tam by chciały. A jak dochodzi co do czego - a może normalnie, nie jestem w nastroju, zapomniałam. Ja pierdolę.

Do takich wniosków doszło kilku facetów, siedząc i gadając. Ot strzępki ich rozmów.